Janusz Krasicki

Janusz Krasicki, 1968


Janusz Krasicki – syn Witolda Krasickiego i Janiny (z d. Ulanickiej) urodził się 26.05.1932 w Warszawie. Cztery lata później urodziła się jego siostra Elżbieta. Jako kilkuletni chłopiec uczęszczał do przedszkola, które mieściło się w Belwederze (w latach dwudziestych jedno z pomieszczeń prywatnych apartamentów rodziny Piłsudskich zostało zaadoptowane na przedszkole dla dzieci, w tym córek Marszałka). Z dzieciństwa pamiętał między innymi spacery po Parku Ujazdowskim, urywki z różnych wakacji oraz przejazd z ojcem w kabinie maszynisty lokomotywy spalinowej z Dworca Warszawa Wschodnia na Główny. Lubił obserwować lokomotywy, przyczepianie wagonów i inne tego typu manewry.

Bardziej niż pociągi interesowały go jednak samoloty. Szczególnym przeżyciem było dla niego, gdy ojciec zabrał go na Lotnisko Mokotowskie. Obserwował jak kilka osób, w tym ojciec, stanęło przy krawędzi natarcia skrzydeł i przytrzymywało samolot przy próbie silnika. Obejrzał później krótki lot tego samolotu. Dopiero wiele lat później uświadomił sobie, że tego dnia (01.10.1937) był świadkiem oblotu samolotu słabosilnikowego MIP Smyk (MIP – od pierwszych liter nazwisk jego konstruktorów, ówczesnych studentów Politechniki Warszawskiej: Ludwika Moczarskiego, Jana Idźkowskiego i Jerzego Płoszajskiego).
W ramach wycieczki przedszkolnej odwiedził kiedyś lotnisko Okęcie. Miał wówczas okazję między innymi obejrzeć z bliska samolot Douglas DC-2 oraz wejść do środka i zasiąść w fotelu samolotu Fokker F-VII.

Kilka lat później, gdy w czasie wojny na niebie pojawiały się wojskowe samoloty, rozpoznawał je - potrafił określić typy i nazwy. Wiedzę o nich zdobywał na własną rękę, bo ojca już nie było…
Po wojnie, przez trzy lata, mieszkał z babcią, mamą i siostrą w Milanówku. W tym okresie zaczął prenumerować prasę lotniczą: miesięcznik „Skrzydlata Polska” oraz tygodnik „Skrzydła i Motor”. Kupował też angielski tygodnik „Flight”. Odtąd już na bieżąco śledził to, co działo się w lotnictwie w Polsce i na świecie.
14 września 1947 roku pierwszy raz wzbił się w powietrze - jako pasażer samolotu Piper Cub. Było to na lotnisku na Gocławiu. Niecały rok później odbył podstawowe szkolenie szybowcowe na górze Chełm koło Goleszowa. Aby móc dalej się szkolić, musiał przejść dokładniejsze badania, w czasie których stwierdzono u niego niewielką wadę wzroku. To zamknęło mu drogę do latania na (jak się później okazało) osiem lat.
W 1948 roku powrócił z rodziną do Warszawy, z której musieli się ewakuować cztery lata wcześniej. Ich dom przy ulicy Natolińskiej, w dzielnicy Śródmieście, został spalony po Powstaniu Warszawskim. Trzeba było zacząć wszystko od nowa - zamieszkali na Żoliborzu.

W okresie, kiedy był odsunięty od latania, rozwijał także inną swoją pasję – kolarstwo. Choć nie uprawiał go wyczynowo, często wybierał dalekie trasy, nieraz przekraczające 100 czy nawet 200 kilometrów.
Z zainteresowaniem śledził osiągnięcia ówczesnych czołowych europejskich kolarzy oraz relacje z najważniejszych wyścigów kolarskich. Przez pewien czas zajmował się również sędziowaniem wyścigów kolarskich (po ukończeniu odpowiedniego kursu).

Jeszcze w latach szkolnych, wraz z trzema kolegami, założył - jak to nazwali - „Żoliborskie Towarzystwo Cyklistów” (ŻTC, czyt. „ŻiTiSi”). Wspólnie odbyli wiele ciekawych wypraw rowerowych i przemierzyli setki kilometrów.

W późniejszych latach zabierał na wycieczki rowerowe swoją rodzinę - żonę i dzieci. Dbał o to, aby każdy miał sprawny i dobrze przygotowany sprzęt - sam zajmował się serwisowaniem tych rowerów. Swój własny złożył w 1952 r. z zakupionych osobno części i nazwał go „Szatan”. Dwadzieścia lat później przeprowadził kompleksową modernizację tego roweru.

Z prawej: Janusz Krasicki na „Szatanie”, 1953

 


Dużo czasu spędzał na lotnisku na Gocławiu. Czasem udało mu się załapać na jakiś lot pasażerski. W 1952 roku wykonał skok ze spadochronem z samolotu CSS-13. Kiedy w 1953 roku wprowadzono ograniczenia i zabroniono wstępu na teren lotniska osobom postronnym, tylko Wał Miedzeszyński pozostał jako stanowisko do obserwacji życia na lotnisku. Dopiero po złagodzeniu restrykcji w 1955 roku, mógł znowu odwiedzać lotnisko i wznowić kontakty. Zaczął brać czynny udział w zawodach jako komisarz sportowy. Były to: w 1955 r. II Szybowcowe Mistrzostwa Polski w Lisich Kątach, w 1956 r. – III Szybowcowe Mistrzostwa Polski w Jeleniej Górze oraz II Szybowcowe Mistrzostwa Polski Juniorów na Żarze, a także Samolotowe Mistrzostwa Polski w Gliwicach.

W październiku 1956 roku, głównie dzięki wstawiennictwu Tadeusza Rejniaka, został dopuszczony do latania. W tym samym czasie związał się z lotnictwem sportowym także zawodowo. Jako pracownik Zarządu Głównego Aeroklubu PRL (później Biura Zarządu Aeroklubu Polskiego) przez niemal pół wieku był obserwatorem, współorganizatorem, a często też uczestnikiem ważnych wydarzeń lotniczych. W tym czasie zmieniali się kolejni prezesi Aeroklubu, a on pozostawał na swoim stanowisku, służąc fachową pomocą i z zaangażowaniem realizując wszelkie zadania jakie mu powierzono.

Na tym mogę w zasadzie zakończyć skrót życiorysu Janusza Krasickiego, bo większość jego tekstów, które zamieszczam na tej stronie, składa się na jego autobiografię.